Naszą witrynę przegląda teraz 183 gości 
Odsłon : 24390270

Mecenasi Literaci.eu

Losowe utwory

MEDIA

 

Code



Code

Code

Code

Code

Code

Code

Olesia Kornienko - wiersze: Miasto mojego dzieciństwa, Modlitwa, Moim (nielicznym) przyjaciołom dedykuję, Najmniejsze państwo świata, Nasz świat, Niebo nad Biesłanem, O poetach, Obywatel świata

MIASTO MOJEGO DZIECIŃSTWA

 

Miasto mojego dzieciństwa

Coraz rzadziej Cię odwiedzam.

Kiedy się spotykamy obejmujesz mnie

Znajomymi, ale już obcymi rękami.

Gdy idę Twoimi ulicami wszystko

Wydaje się do bólu znajome

I widzę siebie dzieckiem.

Wtedy życie było dziwnie proste.

Budynki miałeś jakieś wyższe,

A ulice bardziej szerokie

I nie tak szare jak teraz.

Moje miasto, białe obłoki nad Tobą

Jak ślad siwizny na Twoich skroniach.

Częste szczeliny na asfalcie są niby

Zmarszczki Twej zmęczonej twarzy.

Mój sędziwy przyjaciel topola

Tak samo jak zawsze czeka

Na mnie przed moim domem.

Zrzuca co roku swój śnieżny ciepły puch.

Poszarpana stara piaskownica w kształcie okrętu

Pamięta pierwszą miłość i pierwsze bunty.

Moje miasto, już czas na mnie.

Znów Cię opuszczam.

Lecz chyba jeszcze nieraz do Ciebie wrócę.

Ale na razie nocny autobus unosi mnie w dal.

Na niebie widzę „Małą Niedźwiedzicę”

Uciekającą od matki i słyszę jej dziecinny śmiech.

To odchodzi moje dzieciństwo.

 

 

 

MODLITWA

 

Panie. Tatusiu. Staruszku!

Pytam, dlaczego nie może być normalnie?

Ot, zwykle życie.

Nauka, praca i rodzina.

Może dziecko?....

Nie.

Ja wiecznie spóźniona.

Wiecznie za czymś gonie.

Czegoś szukam i wciąż tkwię w miejscu.

Wasalcze o wszystko bez końca.

Czy moim przeznaczeniem jest walka?

A może przekleństwem?

A jeśli przypadkiem czegoś dosięgnie, mowie:

- I co z tego? Czy to grzech, chcieć więcej?

Ty tam z góry, milczysz.

Co to za maniery!?

 

 

 

 

MOIM (nielicznym) PRZYJACIOŁOM DEDYKUJĘ

 

Przychodzą odchodzą ludzie

Czasem wspaniali, a czasami źli,

Przeciekają jak ziarna piasku przez

Ręce człowieka,

Tak samo ludzie, przez serce.

Ale czasami w tym piasku się znajdzie

Kawałek bursztynu, lub drobny kamień,

A wtedy zatrzymują się w dłoniach.

Lecz w sercu pozostaje bursztyn.

 

 

 

NAJMNIEJSZE PAŃSTWO  ŚWIATA

 

Najmniejsze państwo świata to ja.

I wojna, i pokój.

I siła, i słabość.

Ciągła walka, ale o co?

O nicość?

O szczęście?

Nie widać kresu.

Granice są szczelnie zamknięte,

Nie ma dostępu.

Najmniejsze państwo świata to ja.

Panują w nim pragnienia wszystkiego,

Lecz zmysły są uwięzione.

Wskrzeszenie i śmierć,

I wszystko od początku.

Dyktatorską władzę sprawuje choroba

Zwana samotnością.

Moje państwo nie umie się przeciwstawić.

Może kiedyś...

Najmniejsze państwo świata to ja.

 

 

 

NASZ ŚWIAT

 

Narzekamy wszyscy

Na ten świat.

Nazywamy go okrutnym

I bezwzględnym.

Mówimy, że świat zwariował,

Ani jedno stulecie

Nie obeszło się Bez , wojen

Na ulicach miast wielkie

Podzielenie.

Ktoś wchodzi do drogich sklepów,

Ktoś leżąc przy nich na ziemi umiera.

Oglądamy wiadomości o bezdomnych i mówimy,

Że trzeba coś z tym zrobić,

Ale boimy się otworzyć drzwi,

Gdy ktoś zapuka.

Ciągle narzekamy na tan świat

I nic nie robimy, żeby go zmienić.

Mówimy, że staczamy się w przepaść,

Bo dzieci zabijają dzieci, a przecież

Wystarczy, żeby dziecko nie podnosiło

Ręki na lalkę i nie wyrzucało z domu psa.

To tak niewiele,

Lecz jest pierwszym krokiem.

By zmienić nasz biedny wspaniały świat.

 

 

 

 

NIEBO NAD BIESŁANEM

 

To był wyjątkowy dzień

Mój dzień

Pierwszy wrzesień. Czas do szkoły,

Morze kwiatów i uśmiechów

Obok trochę starszy kolega

Wygłupia się, robi miny do dziewczyn naprzeciwko.

Czekałem na pierwszą lekcję i pierwszy dzwonek

To dopiero jutro.

Nie było tego jutra.

Do klasy wbiegli czarni ludzie.

Ból starł z twarzy mojej mamy uśmiech.

Zamiast dzwonka słyszałem krzyk

Zamiast jutra było kilkadziesiąt godzin strachu.

Zamiast morza kwiatów rozlało morze ognia.

Zabili mnie.

Wyszedłem z kolegami w ciszy na zewnątrz,

Podążając w kierunku nieba, spoglądając na swoje ciała.

Teraz lekko krążymy nad Biesłanem.

Mój starszy kolega spotyka mnie w swoich snach.

Zazdrości mnie skrzydeł.

On teraz nie ma nawet nóg.

 

 

 

 

O POETACH

 

My, poeci jesteśmy stworami z innej planety.

Łepetynami dotykamy chmur.

Nosimy różowe okulary i uparcie chronimy

Ich szkła przed pęknięciami.

My, poeci widzimy zielone słonie

I wierzymy, że Bóg istnieje.

Najpiękniejsze wiersze piszemy w godzinie duchów,

Gdyż właśnie wtedy budzi się Wena zbłąkana.

My, poeci zasypiamy nad ranem

Wtuleni w samotność, a szarym świtem

Widzimy świat pełnymi szaleństwa oczyma

I wciąż pragniemy go ratować przed samym sobą.

Każdy z nas słyszy gdzieś tam, z dołu:

„Hej, poeto! Zejdź na ziemię”!

Odpowiadamy zwykle:

„A po co? Dobrze mi tu”!

 

 

 

 

OBYWATEL ŚWIATA

 

Jesteś obywatelem świata.

Jesteś Polakiem i serce swoje

Zostawiłeś w darze ojczyźnie.

W kraju od wieków pragnącym

Wolności i dopiero niedawno

Rozwinąwszy skrzydła.

Jesteś bezrobotnym Europejczykiem,

Który prosi o pracę.

Jesteś bogatym Amerykaninem,

Który jest chory na AIDS i błaga

O odrobinę dobroci.

Jesteś Latynosem,

Który krzyczy, by nie zabijano mu dziecka.

Jesteś skośnookim Chińczykiem,

Który wielbi w ukryciu swego Chrystusa

I marzy o wolności.

Jesteś Afrykańczykiem,

Który woła z całych sił,

By nie sprzedawano go za

Trzydzieści srebrników, lecz by

Zdjęto zeń kajdanki, co na zawsze

Zostaną krwawymi śladami

Na jego czarnych nadgarstkach.

Odcień twojej skóry zmienia się

Ilekroć modlisz się za człowieka tego koloru.

Jesteś pielgrzymem PANA,

Jesteś OBYWATELEM ŚWIATA.

 

 

Zarząd Główny Związku Literatów Polskich

Oddział Warszawski ZLP

O Magazynie Literaci.eu

Czytelnia