Naszą witrynę przegląda teraz 74 gości 
Odsłon : 24398199

Mecenasi Literaci.eu

Losowe utwory

MEDIA

 

Code



Code

Code

Code

Code

Code

Code

Edmund Pietryk - wiersze: Bukiet / Bukiet baśni / Eksplozja duszy

 

Bukiet

 

Kwiaty z naszej ślubnej fotografii Mario

jeszcze nie zwiędły

 

Jedna róża jest darem od Boga

znalazłaś ją w dzikim sadzie losu

Tamta chciałaby zatrzymać czas i nie podlegać

prawu przemijania Inna pachnie płatkami łez

a ta największa ma woń wiosennej rosy

i taka jakby spadła z bożego obłoku lub

ostygłej gwiazdy Ma zapach paproci i żywicy

Inna kapie sokiem z dojrzałych wiśni

i mówi o tym co się Bogu przyśni

Tamtą przyniósł oswojony gołąb razem

z mądrą sową Ta najczerwieńsza róża

twoim ciepłem oddycha i wzeszła w godzinie

przedświtu Wszak zawsze dbałaś o to by

nie zasmucać nieba

Było ich dwadzieścia i potem nie więdły

w życiu piołunowym

Inne można było sprzedać za szczyptę soli

gdy życie doskwiera gdy życie boli

Ale one nie więdły i w polarnym kręgu

były ozdobą w ptasim zaprzęgu

Czas bezwzględny jak fale przeminie

gdy ktoś znajdzie dla nich najwłaściwsze imię

Ten bukiet ślubny to anielskie plemię

które Bóg zesłał na zawsze na ziemię

 

Bukiet baśni

 

W kolczastym bukiecie baśni wiatr

mości swe posłanie Bóg sprawił

aniołom nowe pióra do skrzydeł

Wrona pazurami wypisuje wyroki

śmierci Błyska jakiś wiersz jeszcze

niespełniony Jakaś bezgłośna

modlitwa Nuty psalmów które

wiszą w niebie Bukiet baśni

w siwiźnie zimy jak kir żałobny

co się wymknął magii gwiazdozbioru

Cmentarz to tylko blizny ziemi a

w księżycowej pełni umierania jest

stokrotne życie Mrok narodzin jak

płacz który jest przyszłym długiem –

twoim miejscem w nocy Wiecznie

chłopięcym błędem Drogą z biegiem

krwi Dogorywającym płomieniem

Czyśćcowa obietnica przerasta

twoje serce

 

 

Eksplozja duszy

 

Nie uszlachetnia – napisał o cierpieniu

umierający ksiądz profesor Józef Tischner

gdy już nie mógł mówić i był w tym

ołowiany sen starego gołębia bo

śmierć to róża która śni o swoim

kiełkowaniu a może smak ziemi z jej

najczystszym psalmem A może to

twarda diamentowa ręka losu

Cierpienie nie uszlachetnia – myślał o

bólu umierający ksiądz filozof i była

to może ostatnia eksplozja jego duszy –

pióro ze skrzydła czarnego anioła

Los wystrzela o zmierzchu bezsenne

strzały Gwiazdy są ziarnami chleba

na bożym polu które dniem

zabarwi się błękitem i gorączką jego

nowych ran Śmierć jest sekundą

dojrzewania Suszą na polu kiedyś

soczystej koniczyny To powtarzający

się sen lekki od swojej wieczności

choć cierpienie nie uszlachetnia –

czego nie mógł już wyszeptać śmiertelnie

chory ksiądz profesor

 

 

 

Zarząd Główny Związku Literatów Polskich

Oddział Warszawski ZLP

O Magazynie Literaci.eu

Czytelnia