Miłosz Kamil Manasterski: W naszej serii książek elektronicznych „Biblioteka Magazynu Internetowego Związku Literatów Polskich LITERACI.EU” ukazała się właśnie Twoja książka „Odmiana przez przypadki”. Seria ma za zadnie przypominać ważne książki poetyckie ostatnich trzydziestu-kilku lat. Jak ważna jest dla Ciebie „Odmiana...”?
Dorota Ryst: „Odmiana...” to mój debiutancki tomik, dlatego ważny – od tego się zaczęło. Być może, gdyby nie było tego tomiku, nie zdarzyły by się następne?
M.K.M.: Teraz mamy drugie wydanie „Odmiany przez przypadki” - w postaci elektronicznej, w innej szacie i z posłowiem Karola Samsela. Jak odbierasz jako autor drugie życie swojej książki? Czy wiersze sprzed kilku lat są Ci nadal bliskie? Czy zgadzasz się z nimi?
D.R.: To bardzo dziwne doświadczenie – zastanawiałam się czy to ma sens. Ciągle mam wiele wątpliwości. Część wierszy, oczywiście, nadal jest dla mnie ważna, aktualna – świadczy o tym choćby to, że w wydanym w tym roku trzecim moim tomiku „czasunek” powtórzyłam jeden z nich, zaczynający się od słów „czas coraz częściej zatrzymuje się na mojej twarzy...”, a nawet zaczęłam od niego książkę. Ale niektóre teksty napisałabym na pewno inaczej, kilka traktuję jak nie moje, jakby nie było już osoby, która je napisała. Wydaje mi się, że najbardziej „zestarzała się” wersyfikacja – dziś denerwują mnie zbyt krótkie wersy, często nie widzę uzasadnienia dla takiego właśnie zapisu. Sprawiło mi natomiast radość posłowie - Karol Samsel zaprezentował bardzo interesujące spojrzenie na tomik. I w sumie bardzo cieszę się z tego wznowienia, zwłaszcza w takiej formie – o ileż łatwiej wysłać maila z linkiem do pobrania książki, nawet na drugi koniec Polski, czy nawet świata, niż pakować książkę do koperty, biec z nią na pocztę i mieć nadzieję, że dotrze do adresata w stanie nienaruszonym.
M.K.M.: Co sądzisz o książkach elektronicznych? Czy autor może się cieszyć tam samo plikiem przesłanym od wydawcy jak paczką książek? Czy wyobrażasz sobie, że tak kiedyś może zwykły proces wydawniczy?
D.R.: Być może jeszcze dwa lata temu odpowiedziałabym, że to zupełnie nie to... Dziś wsiąkłam już w świat internetu na tyle, że jest to dla mnie naturalne i oczywiste. Lubię książki papierowe, sięgam po nie, ale chyba równie często czytam już poezję w sieci, coraz więcej wierszy rożnych autorów mam na twardym dysku komputera. Nie mówiąc już o tym, że coraz rzadziej piszę wiersze na kartce – najczęściej powstają one przy użyciu klawiatury komputerowej.
M.K.M.: Poeci połamali już prawie wszystkie zasady jakie kiedyś im ciążyły, krępowały swobodę twórczą. Mamy dzisiaj poezję na przeróżnych nośnikach – jak plakaty poetyckie, książki elektroniczne, strony internetowe, audiobooki, klipy poetyckie, ulotki zrzucane z samolotów. Mamy bogactwo poetyk tak wielkie, że trudno powiedzieć, co jeszcze jest awangardowe. Czego jeszcze – Twoim zdaniem – nie wolno poetom? Jakiej granicy nie należy przekraczać?
D.R.: Wydaje mi się, że jedyna granica, jakiej nie można przekraczać to granica sensu... I może jeszcze uczciwości. Tak długo, jak jesteśmy przekonani, że to co piszemy i jak to pisanie staramy się „sprzedać” jest szczere i ma sens, mamy prawo nawet do prowokacji, naruszania pewnych granic. W tym zawsze tkwiła istota sztuki. Paradoksalnie, przez łatwość przepływu informacji, możliwości rozpowszechniania, przyzwolenia na szokowanie, mamy chyba trudniej, giniemy w chaosie – zarówno informacji, jak i norm. A nowe nośniki? To przecież nowe możliwości! Zamiast narzekać lepiej próbować je wykorzystać. Tak sobie myślę ostatnio, że aż się prosi, na przykład, połączyć „nośnik” SMS i „formę” haiku...
M.K.M: Pracujemy razem w redakcji Literaci.eu już dwa lata. Dajesz z siebie bardzo dużo i wciąż angażujesz się w nowe projekty – jak koordynacja patronatów czy tworzenie działu teatralnego. Jesteś też zaangażowana w inne przedsięwzięcie internetowe – SalonLiteracki.pl. A jednocześnie znajdujesz czas na całkowicie niewirtualne działania...
D.R.: Czasami łatwiej mi jest zająć się czymś nowym niż sumiennie kontynuować różne przedsięwzięcia... Ale staram się. Nowe działania wynikają miedzy innymi z wykorzystywania sprzyjających okoliczności, odkrywania pewnych możliwości, również tych jakie dają nowe media. Mój kontakt z internetem był początkowo bierny. Nawet pracę przy stronie Grupy Twórczej OKNO tak bym określiła. Dopiero spotkanie z Tobą i przyjęcia zaproszenia do współpracy przy redagowaniu portalu było zasadniczą zmianą. Tak było też z forum Salon Literacki – bardzo długo nie miałam jakoś przekonania do takiego zjawiska jak fora. Dopiero spotkanie kogoś, kto pokazał mi sens i możliwości jakie to stwarza zaowocowało tym, że teraz jestem w administracji forum i w pełni korzystam z takiej płaszczyzny wymiany przemyśleń, doświadczeń. Salon daje mi możliwość prezentowania swojej twórczości, szybkiego kontaktu z czytelnikiem, usłyszenia jego głosu. Ale też jest miejscem, w którym staram się dzielić swoją wiedzą polonistyczną i doświadczeniem. Pomimo, że forum to twór wirtualny, stał się punktem wyjścia do działań jak najbardziej realnych – za nami pierwsza edycja warsztatów, przed nami kolejne, niebawem powinny zacząć się materializować pierwsze tomiki twórców „salonowych” a wraz z nimi wieczory autorskie i inne działania promocyjne. Więcej nie powiem, żeby nie zapeszyć...
W świecie realnym za chwilę powinien ukazać się kolejny, już szósty almanach „Praskiej Przystani Słowa”, który mam przyjemność redagować wraz z Janem Zdzisławem Brudnickim w Centrum Promocji Kultury na Pradze Południe.
No a teraz pochłania mnie jeszcze jedno nowe działanie – dzięki dyrekcji Ośrodka Kultury w Wesołej mam szansę tworzyć tam kolejny literacki punkt na mapie Warszawy – już 22 stycznia pierwsze spotkanie z cyklu „Wesoła i liryczna”, a w jego ramach spotkanie z Poetą, Turniej Jednego Wiersza i koncert poezji śpiewanej (szczegóły tutaj).
Zapraszamy do dyskusji na temat tego artykuły na Forum:"dyskusja" |